środa, 30 marca 2016

Rozdział II. Wampiry na morzu

Czarnowłosy powoli podniósł się z ziemi i otworzył oczy. Oślepiło go jasne słońce. Znajdował się na jakimś statku, a na  czarnych żaglach widniała czaszka z dwoma skrzyżowanymi piszczelami pod spodem i słomianym kapeluszem. Dookoła morze. Nie było widać lądu. Zielonooki rozejrzał się po pokładzie. Zastanawiał się, czy jest tu sam... na szczęście nie! Jego przyjaciel, Mika wyłonił się zza drzwi kajuty. Blondyn kiwał się bezradnie, nie mogąc utrzymać równowagi na chwiejącym się statku.
 - Yuu, tutaj jesteś! - zawołał wampir i upadł na kolana pod wpływem powiewu wiatru, który utworzył małą falę, uderzającą o ściany pokładu.
 - Chyba sobie nie radzisz na morzu, co, Mika? - zaśmiał się brunet - Ciekawe czy inni też tutaj są...
 - Nieważne czy tutaj są, czy nie - warknął lekko podirytowany - Jak tamten dziwak miał? Ol...? Cholerny wirus. Musimy znaleźć jakiś portal, tak? Więc musi byc gdzieś na statku.
Chłopcy rozdzielili się. Yuu poszedł do kajuty, a Mika szukał na zewnątrz, chociaż cały czas się przewracał. Z trudem utrzymywał równowagę. Gdy zielonooki otworzył szafę, runęły na niego miotły i ktoś jeszcze. Upadli na ziemie i jęknęli z bólu.
 - Yoichi! - krzyknął Yuu - Co ty tam robiłeś?
 - Co się stało?! - do środka wpadł Mika i z poniewalającą szybkością uniósł "intruza" do góry łapiąc za szyję.
 - Mika, puść go! - rozkazał Yuu.
Blondyn puścił Yoichi'ego, który jęknął i natychmiast oparł się o ścianę, z lekka przerażony tym powitaniem.
 - Co ty tam robiłeś? - powtórzył jeszcze raz Yuu.
 - N-nawet nie wiem skąd się tam znalazłem... - odpowiedział brązowooki i wstał na równe nogi.
Po krótkiej rozmowie, doszli do wniosku, że tego całego portalu nie ma na łajbie, więc wyszli na zewnątrz, szukając wzrokiem jakiejkolwiek wyspy. Portal może byc dosłownie wszędzie! Po kilku godzinach, przed statkiem można było dostrzec suchy ląd. Później dobili do niewielkiej wyspy. Nie było tam nic, prócz gęstego lasu. Gdy tylko zeskoczyli z okrętu, a ich stopy dotknęły piasku, uderzyła ich fala gorąca. Wyspa wydawała się byc opustoszała. Yoichi wyciągnął rękę przed siebie, a przed jego dłonią pojawił się łuk. Złapał go i ostrożnie naciągnął cięciwę, po czym wypuścił strzałę w las. Zielone ostrze zniknęło między drzewami, przeszywając powietrze. W końcu coś huknęło, liście powirowały do góry, ale nic poza tym. Żadnego ptactwa. Wyspa była całkowicie opustoszała.
 - I tu miałby byc ten portal? - spytał Mika, gotowy wrócic na statek.
 - Nie zniechęcaj się - zapewnił go Yuu.
Blondyn westchnął. Nie miał najmniejszej chęci tu zostawac. Najchętniej to położyłby się w jakimś ciemnym zakątku i zasnął. Nagle coś błysnęło między drzewami. Wszyscy trzej skierowali tam wzrok. Znowu coś błysnęło na fioletowo. Chłopcy pobiegli w tamto miejsce. Ku ich zdziwieniu, na ich drodze stanął Ol.
 - Tego szukacie? - spytał obracając w dłoni fioletowy kryształ.
 - Oddawaj! - warknął Mika.
 - Bo co? - wirus uniósł się nad ziemią, a wraz z nim kilka kamieni. Fioletowy kryształ sam połknął. Wyraźnie było widac, jak powoli przeciska mu się przez gardło.
 - To co, zabawimy się? - zakpił i otworzył usta. Jego szczęka nienaturalnie się roztworzyła, a zęby zaczęły rosnąc do rozmiarów długości palca. Były szpiczaste jak u wilka. Yoichi naciągnął cięciwę i wycelował w niego strzałą, ten jednak bez problemu uniknął pocisku, które trafiły w jakieś drzewa. Wirus zaśmiał się szyderczo. Był pewny zwycięstwa, jedna nie zauważył zbliżającego się w jego stronę wampira. Mika z całej siły walnął go w brzuch. Po tym następny cios. Tak rozpoczął całą serię ataków. Ol był jednak niewzruszony. Ostatecznie wampir uciekł na bok, a demoniczne oręże Yuichiro przeszyło go na wylot. Wirus upadł na ziemię i zaczął pluc kwrią, oraz wymiotowac. Coś ugrzęzło mu w gardle. Po jakiejś minucie wypluł fioletowy kryształ. Chłopcy od razu się na niego rzucili, a w chwili, gdy go dotknęli dosłownie wyparowali, zostawiając Ol samego.

piątek, 11 marca 2016

Rozdział I. Łowcy w szkole


 - Gon, obudź się, Gon, Gon..! - białowłosy szturchał swojego nieprzytomnego przyjaciela za ramię - No budź się!
 - Killua... - wymamrotał.
W końcu trzepnął go w głowę i w ekspresowym tempie wstał z podłogi.
 - Co się dzieje? Gdzie my jesteśmy? - dopytywał czarnowłosy.
 - Chyba w jakieś szkole.
 - Ale skąd my tu...
 - Ol. Wirus. Mieszanie nas do różnych światów. Pamiętasz?
Nagle z uszu Gon'a zaczęła lecieć para, co często się zdarza, kiedy intensywnie myśli. Killua znowu trzepnął go w głowę.
 - Za co?!
 - Tak sobie. Tak czy siak, trzeba znaleźć ten portal.
Chłopcy ruszyli w stronę korytarza. Szkoła była opustoszała i trochę dziwna.
 - Właściwie to gdzie dokładniej jesteśmy? - spytał Gon.
 - Nie mam pojęcia i nie interesuje mnie to. Chcę tylko jak najszybciej wrócić. Strasznie tu nudno!
Nagle usłyszeli jakiś hałas, dobiegający z klasy obok, gdzie ponownie się udali, by sprawdzić źródło dźwięku. W środku, przy biurku nauczycielskim stało dziecko - mniej więcej 9 lat.
 - Oddaj... - powiedział chłopczyk obojętnie.
 - Co mamy ci oddać? - spytał Gon i ruszył w jego stronę, ale Killua go zatrzymał.
 - Oddaj... Oddaj... Oddaj... Oddaj... Oddaj... Oddaj... Oddaj... Oddaj... Oddaj. Oddaj. Oddaj. Oddaj. Oddaj! Oddaj! Oddaj! ODDAJ! ODDAJ! ODDAJ! ODDAJ!!!!!
Nagle dziecko rzuciło się na czarnowłosego i z zadziwiająco dużą siłą wywróciło jego na podłogę i dusiło.
 - ODDAJ! ODDAJ! ODDAJ! - tym razem mówił przez łzy.
Killua wziął do ręki krzesełko obok i uderzył dziecko z całej siły, na co odleciało w bok, po czym złapał przyjaciela za ramię i uciekli na korytarz, biegnąc cały czas przed siebie. Po ścianach leniwie spływała krew. W końcu zamknęli się w pokoju lekarskim i usiedli na łóżku.
 - Co jest nie tak z tą szkołą?! - wrzasnął Kill - Cholerny wirus!
 - Chyba coś znalazłem... - Gon wyjął spod łóżka mały woreczek, w którym znajdował się... ludzki język - Tamtemu dzieciakowi chyba o to chodziło.
Po chwili ciszy białowłosy się odezwał:
 - Corpse Party.
 - Co?
 - Jesteśmy w świecie Corpse Party. Gon, mamy przesrane.
 - Wiesz co mamy robić?
 - Taak... Trzeba znaleźć języki ukryte w tej szkole, chyba że wcześniej znajdziemy portal.
Gon miał zadać kolejne pytanie, ale nagle do drzwi zaczął ktoś walić. Po chwili otworzyły się, a do pomieszczenia wpadł to samo dziecko.
 - Oddaj... Oddaj... Oddaj...
Killua wyrwał woreczek z dłoni Gona i rzucił w nim chłopczyka.
 - Mam... - powiedział łapiąc język i jak gdyby nigdy nic, odszedł.
Po tym zdarzeniu, chłopcy spędzili dobre kilka godzin na błąkaniu się po szkole, oglądając wiadra z ludzkimi wewnątrzciami i uciekając przed duchami.. Nagle drzwi od jednej sali zaczęly świecic na fioletowo. Chcąc nie chcąc, weszli tam, a ich oczom ukazała się "mini czarna dziura". "To ten portal" wypowiedzieli równocześnie i ruszyli w jego stronę.

 CDN

sobota, 5 marca 2016

Prolog - Złośliwy wirus i początek nowej historii


 - C-co się dzieje?! 
W wielkiej sali zapanował gwar. Wszyscy się pałętali bezradnie, nie wiedząc skąd tu się w ogóle wzięli. Jedyną rzecz, którą pamiętali, to "fioletowe coś, w stylu czarnej dziury". Ludzie, którzy się tam znajdowali, to nikt inny jak osoby z różnych tytułów anime, bądź mangi cz LN. W pomieszczeniu, w którym byli nie było nic, żadnych okien, drzwi, lamp, nie było właściwie nic, a nic, ale mimo to było bardzo jasno. Nagle, na środku, nad głowami innych zaczęła się powiększać ciemno- fioletowy okrąg. Gdy przybrało to rozmiary człowieka, zaczęło się kształtować na jakąś osobę. Ów postać przypominała każdego, a równocześnie nikogo konkretnego. Patrzyła na całe zamieszanie z góry i uśmiechała się pod nosem. Otaczają go fioletowo-czarna mgła, do tego unosiła się kilka metrów nad ziemią - trudno go było nie zauważyć. Oczywiście wszystkie wzroki padły na niego. Nie trudno było się zorientować, że to on sprawuje tutaj kontrolę nad wszystkim. W końcu jako jedyny nie wyglądał na zmieszanego, wręcz przeciwnie. 
 - Kim jesteś? - rozległ się dziewczęcy głos. 
Postać roześmiała się, co wszystkich nieco podirytowało.. 
 - Pewnie się zastanawiacie, co tu robicie.. - zaczął. 
 - Pytałam się, kim jesteś! 
 - ...zaraz wam wszystko wytłumaczę - zignorował ją - ściągnąłem was tutaj z różnych światów.. Po co? Żeby zobaczyć jak sobie radzicie z tymi światami. Za chwilę zostaniecie pomieszani. Zdziwieni? 
Wszyscy umilkli. Wnet po sali ponownie rozległ się ten sam głos:
 - Zadałam ci pytanie... - ponad głowami wszystkich, w stronę owej postaci skoczyła blond włosa dziewczyna, z demonicznym orężem w dłoni - Odpowiadaj! 
Jednak, gdy już była blisko celu, ktoś złapał za nadgarstek i z dużą siłą, ściągnął na ziemię. 
 - Uspokój się, marny człowieku, bo chyba nie widzisz w jakim położeniu się teraz znajdujemy - tym kimś był Mika z Owari no seraph. Osoba sprawującą władzę uśmiechnęła się szeroko. 
 - Przynajmniej jeden rozsądny! A co do mnie, jestem Ol. Wirus. Mam nadzieję, że wszyscy przeżyją, ale wiecie, bez ofiar nie ma zabawy.. 
 - Co takiego?! - ktoś mocno się przestraszył. 
 - Jak wcześniej wspominałem, zostaniecie pomieszani i traficie do różnych światów, ale będziecie mogli zachować swoje moce. Wystarczy, że znajdziecie fioletowy portal, który przeniesie was z powrotem, do domu... albo innego świata! Kto wie? Hmm.. patrzycie się na mnie, jakbym wam psa w kosmos wystrzelił. To wkurzające...
W sali znowu zapanowało zamieszanie i hałas.
 - Widzę, że nie muszę wam już niczego objaśniac, więc miłej zabawy życzę! - postac zniknęła, zostawiając za sobą tą samą czarno-fioletową mgłę, która powoli się ulatniała. Hałas stawał się coraz głośniejszy. Nagle w pomieszczeniu zapanowała kompletna ciemność.